środa, 13 kwietnia 2016

Rozdział 7- W labiryncie

*Eve*

   Otworzyłam drzwi. To był błąd. Duży błąd. To co zobaczyłam sprawiło, że mój świat wywrócił się do góry nogami. 
  Ciel stał przy rozbitym oknie. Sam. Ale to nie było nic, co by mnie ruszyło po roku mieszkania tu. Natomiast dwie pary czarnych skrzydeł i jego jarzące się czerwone oczy o kocich źrenicach były dla mnie czymś nowym i szczerze nie wiedziałam jak na to zareagować. Zauważył mnie. 
-Eve, wracaj do siebie- powiedział chłodnym tonem. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa- Powiedziałem, żebyś wróciła do siebie- powtórzył z naciskiem. Otrząsnęłam się.
-Nie- postawiłam krok w jego stronę. Spojrzał na mnie zszokowany- Masz mi powiedzieć co tu się dzieje. Już.
   Staliśmy w ciszy. Żadne z nas nie chciało odpuścić. W końcu Ciel westchnął zrezygnowany. 
-Masz otwarte okno w pokoju?
-Mam, ale co to ma do rze...- przerwałam kiedy podszedł do mnie i mnie przytulił. Nasze nogi oderwały się od ziemi. Pisnęłam. Ciel wyleciał przez okno i po paru sekundach byliśmy już u mnie.
-Zamknij drzwi- rozkazał, a ja posłusznie wykonałam polecenie. Stanęłam na przeciwko niego- Czy wiesz czym jestem?
-Nie- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jestem demonem Eve. Tak samo jak Sebastian. 
-Tak samo jak Lizzie?- zapytałam szybko. Wtedy to, że była jego narzeczoną miałoby jakikolwiek sens.
-Lizzie nie... Czekaj co? Właśnie powiedziałem ci że jestem demonem, a ty pytasz mnie o Lizzie?- chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. Zawstydziłam się.
-No wiesz... Mieszkam tu od roku i chyba wydarzyło się już tyle dziwnych rzeczy, że już mało co mnie dziwi. Gdybyś był wróżką to może, ale...
-Skończ, proszę- Nie widziałam go dobrze w ciemności, ale chyba się zarumienił- Zrozumiesz mnie w reszcie? Tu jest niebezpiecznie, a ja chciałbym cię chronić. Tylko nie wiem, czy nie jestem najniebezpieczniejszy ze wszystkiego co ci grozi.
-Ty? Niebezpieczny? Ciel, możesz być kim chcesz, udawać kogo chcesz, ale ja cie znam. Nie jesteś ani zły, ani niebezpieczny. Poza tym nie mam nic wspólnego ze światem demonów i innych takich- uśmiechnęłam się, żeby poprawić mu humor, ale on tylko pokręcił głową.
-Masz więcej wspólnego z tym światem niż myślisz. Naprawdę sądzisz, że śmierć twojej rodziny była przypadkiem? Eve, muszę cię chronić, a ty musisz mi w tym pomóc.
-Tylko jak? Nie będziesz zawsze przy mnie i nie zawsze zauważysz kiedy coś będzie się działo. Nie jesteś wszechmogący.
-Nie. Nie jestem. Ale mogę być. Musimy zrobić tylko jedną rzecz.
-Jaką?
-Zawrzeć kontrakt.

*Julia*

  Spadałam. Otaczała mnie dziwna, zimna, niebieskofioletowa substancja. Czułam, że coś jest nie tak. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Wyciągnął mnie z tego dziwnego wiru i położył na trawie. Słońce mnie oślepiło. Ile spadałam? 
-Kim jesteś?- głos nad moją głową brzmiał znajomo. Spojrzałam na osobę, która mnie uratowała.
-A.. Adrian?!- zapytałam zdziwiona. Czemu pytał kim jestem? I czy on miał na nosie...- Nosisz okulary? Od kiedy?
-Skąd wiesz kim jestem? Ja pierwszy zapytałem.
-To ja, Julia. Nie poznajesz mnie?- przypatrywał mi się z zainteresowaniem i lekkim zdziwieniem.
-Julia? Ta Julia, którą przed chwilą umieściłem w rodzinie zastępczej?
-Tak ta... Czekaj co?!
-To niemożliwe... Ale to znaczy że udało mi się przenieść kogoś innego niż ja sam w przeszłość! To niesamowite. Powiedz mi proszę... Czy moja rodzina żyje za twoich czasów?
-Niestety...- posmutniał- Ale pracujesz nad tym intensywnie. Nawet zaproponowałeś mi, żebym ci pomagała.
-Znamy się bliżej w przyszłości?
-To takie dziwne?
-Tak. Miałem tylko zostawić cię w rodzinie, która dobrze się tobą zajmie.
-To zdziwisz się, kiedy powiem ci, że będziemy zaręczeni.
-Zaręczeni?!
-Chyba muszę ci dużo opowiedzieć...

***

  Po usłyszeniu całej mojej historii Undertaker patrzył na mnie w milczeniu.
-W takim razie nie mam wyjścia- wzruszył ramionami.
-Jak to?
-Wezmę cię ze sobą w przeszłość i w końcu znajdziemy się z mną z twoich czasów. A na razie pomożesz mi w pracy.
-W jaki sposób?- byłam ciekawa, czy obecny Undertaker już ma zakład pogrzebowy.
-Osądzimy parę dusz. Złap mnie za rękę i nie zamykaj oczu. Zobaczysz coś pięknego.

środa, 9 marca 2016

Rozdział 6- Tajemnica

   Otworzyłam oczy. Wszędzie było ciemno, a mnie bolała głowa. Usiadłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Otaczały mnie trumny. Byłam już pewna gdzie jestem.
-Undertakerze?- krzyknęłam. Nikt mi nie odpowiedział. Wyszłam z łóżka... które okazało się trumną. Poczułam jak przechodzi mnie dreszcz. Powoli ruszyłam w stronę otwartych drzwi. W pokoju było ciemno, w niektórych miejscach stały pozapalane świece. Na środku stały 4 trumny z wielkim napisem RODZINA CREVAN. KOCHAJĄCY RODZICE Z DWÓJKĄ DZIECI. Crevan? Rodzina... Adriana...? Co oni tu robili? Czemu nie żyli? Usłyszałam huk i wszystkie świece zgasły. Czyjaś ręka zakryła mi oczy.
-Gdzie się wybierasz? Nie wolałabyś zostać?- usłyszałam dobrze znany mi głos. O ile do tej pory się go nie bałam to teraz... Teraz na jego terenie byłam przerażona. Trumny, ciała, zapach soli, rozkładu, drewna i kamieni. Wszystko to było jak metafora ulotności ludzkiego życia.
-Puść mnie. Chcę iść do domu- powiedziałam cicho i zaklęłam w myślach. Brakowało mi pewności siebie.
-Nie masz domu. Miałaś. Ale straciłaś go jako mała dziewczynka. Nic nie pamiętasz, ale ja ci przypomnę- powiedział Undertaker i odsłonił mi oczy, żeby złapać mnie za rękę. Nie staliśmy już w zakładzie pogrzebowym. Byliśmy przed jakimś budynkiem. Wyglądał na dom jakiegoś bogatego rodu. Usłyszałam śmiech. Poszłam w jego stronę, a grabarz bez słowa ruszył za mną. Znaleźliśmy się w ogrodzie. Dwoje dorosłych ludzi bawiło się z małą dziewczynką. Kobieta miała na sobie elegancką suknię. Jej rozpuszczone brązowe włosy sięgały jej do pasa. Miała niesamowite niebieskie oczy. Mężczyzna, ubrany podobnie do kobiety, miał blond włosy i intensywnie zielone oczy. Ich mała córeczka była do nich bardzo podobna. Odziedziczyła włosy po matce i oczy po ojcu. Przypominała mi... Przypominała mi mnie. Scenę oprócz nas obserwowało dwóch lokajów. Nikt nas nie zauważał. Jeden z lokajów podszedł do pani domu i wyszeptał jej coś na ucho. Spoważniała na chwilę, ale zaraz potem znowu się uśmiechnęła.
-Daj nam ostatni dzień Janie. Musimy ją pożegnać- Jan skinął głową i odszedł do budynku. Drugi lokaj ruszył za nim. Kobieta zwróciła się do małej córeczki- Julio, pójdziemy na podwieczorek? Jan zrobi twoje ulubione ciasto...- Coś jeszcze mówiła, ale obraz i dźwięk zaczęły znikać. Julio...?
    Sceneria się zmieniła. Był środek nocy. Stałam w korytarzu prowadzącym do pokoju z uchylonymi drzwiami. Ruszyłam w tamtą stronę. Miałam bardzo złe przeczucia.
-Czekaliśmy na ciebie- mężczyzna, którego widziałam wcześniej powiedział coś do osoby, która znajdowała się poza moim zasięgiem wzroku- Wiemy, że tacy jak ty nie lubią tracić nas na hmm... ICH korzyść.
-Przybyłem po wasze dusze...- usłyszałam znajomy głos.
-Wiem. Nie martw się. Byliśmy gotowi. Mamy do ciebie prośby.
-Dwa ostatnie życzenia- kobieta odezwała się po raz pierwszy w tej rozmowie i uśmiechnęła się.
-Dwa?- zdziwił się posiadacz znajomego głosu.
-Tak. Moje i męża. Po pierwsze chcemy umrzeć razem. Równocześnie- To mówiąc objęła męża.
-Po drugie- mężczyzna zerknął na dziewczynkę, która spała obok nich- Nie zabijaj jej. Wyglądasz na młodego. Ile temu cię zwerbowali? Nie zdziwiłbym się, gdyby to było twoje pierwsze zadanie. Daj jej szansę. Tylko o to proszę. Ma na imię Julia. Zaopiekuj się nią.
-Zrobię co w mojej mocy. Przysięgam.
    I nagle wszystko ucichło. Już nic nie było. A raczej było, ale nie to co przed chwilą. Oba ciała lewitowały, a z nich wysuwały się wszystkie sceny z życia pary.
-Derick i Joanna Ninston. Powiązania z naszym światem. Powód śmierci: zabici dla wyższego dobra- z cienia wyłoniła się wysoka postać. Była ubrana w długi, czarny płaszcz, a w ręce trzymała zakrwawioną kosę. Na nosie miała okulary. Był to dość młody chłopak. Miał długie, srebrne włosy... Czy to nie...?
     Undertaker wziął na ręce dziewczynkę, a ona wtuliła się w niego przez sen. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Potem uśmiechnął się, stanął w oknie i skoczył w dół. Gdy pobiegłam zobaczyć gdzie jest, on zdążył rozpłynąć się w mroku...

                                                                        *Eve*

     Czekałam na Ciela w swoim pokoju. Czemu kazał mi iść? Czemu kazał mi czekać? Nie iść na bal? Miałam nadzieję, że z nim zatańczę... Ale pewnie teraz zajmuje się swoją ukochaną Lizzie. Poczułam łzy zbierające się w moich oczach. W tym samym momencie ktoś zapukał do moich drzwi.
-Proszę- powiedziałam i otarłam oczy chustką. Do pomieszczenia wszedł Finni. Nie spodziewałam się go tutaj.
-Panienko Eve- powiedział z promiennym uśmiechem- słyszałem, że nie najlepiej się czujesz i nie mogłaś iść na bal. Zmartwiłem się i przyniosłem ci herbatę- podszedł do mojego stołu, ale kiedy już miał odstawić tacę, czajnik przechylił się i na jego rękę wylało się trochę wrzątku. Zerwałam się z miejsca i do niego podeszłam.
-Nic ci nie jest?
-Nie musisz się martwić panienko- uspokoił mnie. Pokazał mi dłoń. Była zaczerwieniona- Nie czuję takich małych rzeczy.
-Głupku! Jesteś moim przyjacielem. Oczywiście, że się martwię! Idziemy na dół. Może ktoś znajdzie czas, żeby ci to opatrzyć- pociągnęłam go za sobą do drzwi.
-Nie! Nie możesz!- Finni brzmiał jakbym właśnie powiedziała, że idę się powiesić...
-Czemu?- spytałam zdezorientowana.
-Panicz Ciel kazał mi pilnować panienki Eve. I pod żadnym pozorem nie wypuszczać z pokoju, aż sam tu nie przyjdzie- powiedział chłopak z poważną miną. Co tu się dzieje? Nagle usłyszałam głośny huk. Rzuciłam się w stronę drzwi.
-Nie!- ale było już za późno. Wybiegłam na korytarz i gnałam do jedynej osoby, która mogła mi wszystko wyjaśnić. W głowie słyszałam jego obietnicę.
Dziś powiem ci całą prawdę Eve...