*Eve*
Otworzyłam drzwi. To był błąd. Duży błąd. To co zobaczyłam sprawiło, że mój świat wywrócił się do góry nogami.
Ciel stał przy rozbitym oknie. Sam. Ale to nie było nic, co by mnie ruszyło po roku mieszkania tu. Natomiast dwie pary czarnych skrzydeł i jego jarzące się czerwone oczy o kocich źrenicach były dla mnie czymś nowym i szczerze nie wiedziałam jak na to zareagować. Zauważył mnie.
-Eve, wracaj do siebie- powiedział chłodnym tonem. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa- Powiedziałem, żebyś wróciła do siebie- powtórzył z naciskiem. Otrząsnęłam się.
-Nie- postawiłam krok w jego stronę. Spojrzał na mnie zszokowany- Masz mi powiedzieć co tu się dzieje. Już.
Staliśmy w ciszy. Żadne z nas nie chciało odpuścić. W końcu Ciel westchnął zrezygnowany.
-Masz otwarte okno w pokoju?
-Mam, ale co to ma do rze...- przerwałam kiedy podszedł do mnie i mnie przytulił. Nasze nogi oderwały się od ziemi. Pisnęłam. Ciel wyleciał przez okno i po paru sekundach byliśmy już u mnie.
-Zamknij drzwi- rozkazał, a ja posłusznie wykonałam polecenie. Stanęłam na przeciwko niego- Czy wiesz czym jestem?
-Nie- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jestem demonem Eve. Tak samo jak Sebastian.
-Tak samo jak Lizzie?- zapytałam szybko. Wtedy to, że była jego narzeczoną miałoby jakikolwiek sens.
-Lizzie nie... Czekaj co? Właśnie powiedziałem ci że jestem demonem, a ty pytasz mnie o Lizzie?- chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. Zawstydziłam się.
-No wiesz... Mieszkam tu od roku i chyba wydarzyło się już tyle dziwnych rzeczy, że już mało co mnie dziwi. Gdybyś był wróżką to może, ale...
-Skończ, proszę- Nie widziałam go dobrze w ciemności, ale chyba się zarumienił- Zrozumiesz mnie w reszcie? Tu jest niebezpiecznie, a ja chciałbym cię chronić. Tylko nie wiem, czy nie jestem najniebezpieczniejszy ze wszystkiego co ci grozi.
-Ty? Niebezpieczny? Ciel, możesz być kim chcesz, udawać kogo chcesz, ale ja cie znam. Nie jesteś ani zły, ani niebezpieczny. Poza tym nie mam nic wspólnego ze światem demonów i innych takich- uśmiechnęłam się, żeby poprawić mu humor, ale on tylko pokręcił głową.
-Masz więcej wspólnego z tym światem niż myślisz. Naprawdę sądzisz, że śmierć twojej rodziny była przypadkiem? Eve, muszę cię chronić, a ty musisz mi w tym pomóc.
-Tylko jak? Nie będziesz zawsze przy mnie i nie zawsze zauważysz kiedy coś będzie się działo. Nie jesteś wszechmogący.
-Nie. Nie jestem. Ale mogę być. Musimy zrobić tylko jedną rzecz.
-Jaką?
-Zawrzeć kontrakt.
*Julia*
Spadałam. Otaczała mnie dziwna, zimna, niebieskofioletowa substancja. Czułam, że coś jest nie tak. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Wyciągnął mnie z tego dziwnego wiru i położył na trawie. Słońce mnie oślepiło. Ile spadałam?
-Kim jesteś?- głos nad moją głową brzmiał znajomo. Spojrzałam na osobę, która mnie uratowała.
-A.. Adrian?!- zapytałam zdziwiona. Czemu pytał kim jestem? I czy on miał na nosie...- Nosisz okulary? Od kiedy?
-Skąd wiesz kim jestem? Ja pierwszy zapytałem.
-To ja, Julia. Nie poznajesz mnie?- przypatrywał mi się z zainteresowaniem i lekkim zdziwieniem.
-Julia? Ta Julia, którą przed chwilą umieściłem w rodzinie zastępczej?
-Tak ta... Czekaj co?!
-To niemożliwe... Ale to znaczy że udało mi się przenieść kogoś innego niż ja sam w przeszłość! To niesamowite. Powiedz mi proszę... Czy moja rodzina żyje za twoich czasów?
-Niestety...- posmutniał- Ale pracujesz nad tym intensywnie. Nawet zaproponowałeś mi, żebym ci pomagała.
-Znamy się bliżej w przyszłości?
-To takie dziwne?
-Tak. Miałem tylko zostawić cię w rodzinie, która dobrze się tobą zajmie.
-To zdziwisz się, kiedy powiem ci, że będziemy zaręczeni.
-Zaręczeni?!
-Chyba muszę ci dużo opowiedzieć...
-A.. Adrian?!- zapytałam zdziwiona. Czemu pytał kim jestem? I czy on miał na nosie...- Nosisz okulary? Od kiedy?
-Skąd wiesz kim jestem? Ja pierwszy zapytałem.
-To ja, Julia. Nie poznajesz mnie?- przypatrywał mi się z zainteresowaniem i lekkim zdziwieniem.
-Julia? Ta Julia, którą przed chwilą umieściłem w rodzinie zastępczej?
-Tak ta... Czekaj co?!
-To niemożliwe... Ale to znaczy że udało mi się przenieść kogoś innego niż ja sam w przeszłość! To niesamowite. Powiedz mi proszę... Czy moja rodzina żyje za twoich czasów?
-Niestety...- posmutniał- Ale pracujesz nad tym intensywnie. Nawet zaproponowałeś mi, żebym ci pomagała.
-Znamy się bliżej w przyszłości?
-To takie dziwne?
-Tak. Miałem tylko zostawić cię w rodzinie, która dobrze się tobą zajmie.
-To zdziwisz się, kiedy powiem ci, że będziemy zaręczeni.
-Zaręczeni?!
-Chyba muszę ci dużo opowiedzieć...
***
Po usłyszeniu całej mojej historii Undertaker patrzył na mnie w milczeniu.
-W takim razie nie mam wyjścia- wzruszył ramionami.
-Jak to?
-Wezmę cię ze sobą w przeszłość i w końcu znajdziemy się z mną z twoich czasów. A na razie pomożesz mi w pracy.
-W jaki sposób?- byłam ciekawa, czy obecny Undertaker już ma zakład pogrzebowy.
-Osądzimy parę dusz. Złap mnie za rękę i nie zamykaj oczu. Zobaczysz coś pięknego.