środa, 13 kwietnia 2016

Rozdział 7- W labiryncie

*Eve*

   Otworzyłam drzwi. To był błąd. Duży błąd. To co zobaczyłam sprawiło, że mój świat wywrócił się do góry nogami. 
  Ciel stał przy rozbitym oknie. Sam. Ale to nie było nic, co by mnie ruszyło po roku mieszkania tu. Natomiast dwie pary czarnych skrzydeł i jego jarzące się czerwone oczy o kocich źrenicach były dla mnie czymś nowym i szczerze nie wiedziałam jak na to zareagować. Zauważył mnie. 
-Eve, wracaj do siebie- powiedział chłodnym tonem. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa- Powiedziałem, żebyś wróciła do siebie- powtórzył z naciskiem. Otrząsnęłam się.
-Nie- postawiłam krok w jego stronę. Spojrzał na mnie zszokowany- Masz mi powiedzieć co tu się dzieje. Już.
   Staliśmy w ciszy. Żadne z nas nie chciało odpuścić. W końcu Ciel westchnął zrezygnowany. 
-Masz otwarte okno w pokoju?
-Mam, ale co to ma do rze...- przerwałam kiedy podszedł do mnie i mnie przytulił. Nasze nogi oderwały się od ziemi. Pisnęłam. Ciel wyleciał przez okno i po paru sekundach byliśmy już u mnie.
-Zamknij drzwi- rozkazał, a ja posłusznie wykonałam polecenie. Stanęłam na przeciwko niego- Czy wiesz czym jestem?
-Nie- powiedziałam zgodnie z prawdą.
-Jestem demonem Eve. Tak samo jak Sebastian. 
-Tak samo jak Lizzie?- zapytałam szybko. Wtedy to, że była jego narzeczoną miałoby jakikolwiek sens.
-Lizzie nie... Czekaj co? Właśnie powiedziałem ci że jestem demonem, a ty pytasz mnie o Lizzie?- chłopak patrzył na mnie z niedowierzaniem. Zawstydziłam się.
-No wiesz... Mieszkam tu od roku i chyba wydarzyło się już tyle dziwnych rzeczy, że już mało co mnie dziwi. Gdybyś był wróżką to może, ale...
-Skończ, proszę- Nie widziałam go dobrze w ciemności, ale chyba się zarumienił- Zrozumiesz mnie w reszcie? Tu jest niebezpiecznie, a ja chciałbym cię chronić. Tylko nie wiem, czy nie jestem najniebezpieczniejszy ze wszystkiego co ci grozi.
-Ty? Niebezpieczny? Ciel, możesz być kim chcesz, udawać kogo chcesz, ale ja cie znam. Nie jesteś ani zły, ani niebezpieczny. Poza tym nie mam nic wspólnego ze światem demonów i innych takich- uśmiechnęłam się, żeby poprawić mu humor, ale on tylko pokręcił głową.
-Masz więcej wspólnego z tym światem niż myślisz. Naprawdę sądzisz, że śmierć twojej rodziny była przypadkiem? Eve, muszę cię chronić, a ty musisz mi w tym pomóc.
-Tylko jak? Nie będziesz zawsze przy mnie i nie zawsze zauważysz kiedy coś będzie się działo. Nie jesteś wszechmogący.
-Nie. Nie jestem. Ale mogę być. Musimy zrobić tylko jedną rzecz.
-Jaką?
-Zawrzeć kontrakt.

*Julia*

  Spadałam. Otaczała mnie dziwna, zimna, niebieskofioletowa substancja. Czułam, że coś jest nie tak. Nagle ktoś złapał mnie za rękę. Wyciągnął mnie z tego dziwnego wiru i położył na trawie. Słońce mnie oślepiło. Ile spadałam? 
-Kim jesteś?- głos nad moją głową brzmiał znajomo. Spojrzałam na osobę, która mnie uratowała.
-A.. Adrian?!- zapytałam zdziwiona. Czemu pytał kim jestem? I czy on miał na nosie...- Nosisz okulary? Od kiedy?
-Skąd wiesz kim jestem? Ja pierwszy zapytałem.
-To ja, Julia. Nie poznajesz mnie?- przypatrywał mi się z zainteresowaniem i lekkim zdziwieniem.
-Julia? Ta Julia, którą przed chwilą umieściłem w rodzinie zastępczej?
-Tak ta... Czekaj co?!
-To niemożliwe... Ale to znaczy że udało mi się przenieść kogoś innego niż ja sam w przeszłość! To niesamowite. Powiedz mi proszę... Czy moja rodzina żyje za twoich czasów?
-Niestety...- posmutniał- Ale pracujesz nad tym intensywnie. Nawet zaproponowałeś mi, żebym ci pomagała.
-Znamy się bliżej w przyszłości?
-To takie dziwne?
-Tak. Miałem tylko zostawić cię w rodzinie, która dobrze się tobą zajmie.
-To zdziwisz się, kiedy powiem ci, że będziemy zaręczeni.
-Zaręczeni?!
-Chyba muszę ci dużo opowiedzieć...

***

  Po usłyszeniu całej mojej historii Undertaker patrzył na mnie w milczeniu.
-W takim razie nie mam wyjścia- wzruszył ramionami.
-Jak to?
-Wezmę cię ze sobą w przeszłość i w końcu znajdziemy się z mną z twoich czasów. A na razie pomożesz mi w pracy.
-W jaki sposób?- byłam ciekawa, czy obecny Undertaker już ma zakład pogrzebowy.
-Osądzimy parę dusz. Złap mnie za rękę i nie zamykaj oczu. Zobaczysz coś pięknego.

środa, 9 marca 2016

Rozdział 6- Tajemnica

   Otworzyłam oczy. Wszędzie było ciemno, a mnie bolała głowa. Usiadłam i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Otaczały mnie trumny. Byłam już pewna gdzie jestem.
-Undertakerze?- krzyknęłam. Nikt mi nie odpowiedział. Wyszłam z łóżka... które okazało się trumną. Poczułam jak przechodzi mnie dreszcz. Powoli ruszyłam w stronę otwartych drzwi. W pokoju było ciemno, w niektórych miejscach stały pozapalane świece. Na środku stały 4 trumny z wielkim napisem RODZINA CREVAN. KOCHAJĄCY RODZICE Z DWÓJKĄ DZIECI. Crevan? Rodzina... Adriana...? Co oni tu robili? Czemu nie żyli? Usłyszałam huk i wszystkie świece zgasły. Czyjaś ręka zakryła mi oczy.
-Gdzie się wybierasz? Nie wolałabyś zostać?- usłyszałam dobrze znany mi głos. O ile do tej pory się go nie bałam to teraz... Teraz na jego terenie byłam przerażona. Trumny, ciała, zapach soli, rozkładu, drewna i kamieni. Wszystko to było jak metafora ulotności ludzkiego życia.
-Puść mnie. Chcę iść do domu- powiedziałam cicho i zaklęłam w myślach. Brakowało mi pewności siebie.
-Nie masz domu. Miałaś. Ale straciłaś go jako mała dziewczynka. Nic nie pamiętasz, ale ja ci przypomnę- powiedział Undertaker i odsłonił mi oczy, żeby złapać mnie za rękę. Nie staliśmy już w zakładzie pogrzebowym. Byliśmy przed jakimś budynkiem. Wyglądał na dom jakiegoś bogatego rodu. Usłyszałam śmiech. Poszłam w jego stronę, a grabarz bez słowa ruszył za mną. Znaleźliśmy się w ogrodzie. Dwoje dorosłych ludzi bawiło się z małą dziewczynką. Kobieta miała na sobie elegancką suknię. Jej rozpuszczone brązowe włosy sięgały jej do pasa. Miała niesamowite niebieskie oczy. Mężczyzna, ubrany podobnie do kobiety, miał blond włosy i intensywnie zielone oczy. Ich mała córeczka była do nich bardzo podobna. Odziedziczyła włosy po matce i oczy po ojcu. Przypominała mi... Przypominała mi mnie. Scenę oprócz nas obserwowało dwóch lokajów. Nikt nas nie zauważał. Jeden z lokajów podszedł do pani domu i wyszeptał jej coś na ucho. Spoważniała na chwilę, ale zaraz potem znowu się uśmiechnęła.
-Daj nam ostatni dzień Janie. Musimy ją pożegnać- Jan skinął głową i odszedł do budynku. Drugi lokaj ruszył za nim. Kobieta zwróciła się do małej córeczki- Julio, pójdziemy na podwieczorek? Jan zrobi twoje ulubione ciasto...- Coś jeszcze mówiła, ale obraz i dźwięk zaczęły znikać. Julio...?
    Sceneria się zmieniła. Był środek nocy. Stałam w korytarzu prowadzącym do pokoju z uchylonymi drzwiami. Ruszyłam w tamtą stronę. Miałam bardzo złe przeczucia.
-Czekaliśmy na ciebie- mężczyzna, którego widziałam wcześniej powiedział coś do osoby, która znajdowała się poza moim zasięgiem wzroku- Wiemy, że tacy jak ty nie lubią tracić nas na hmm... ICH korzyść.
-Przybyłem po wasze dusze...- usłyszałam znajomy głos.
-Wiem. Nie martw się. Byliśmy gotowi. Mamy do ciebie prośby.
-Dwa ostatnie życzenia- kobieta odezwała się po raz pierwszy w tej rozmowie i uśmiechnęła się.
-Dwa?- zdziwił się posiadacz znajomego głosu.
-Tak. Moje i męża. Po pierwsze chcemy umrzeć razem. Równocześnie- To mówiąc objęła męża.
-Po drugie- mężczyzna zerknął na dziewczynkę, która spała obok nich- Nie zabijaj jej. Wyglądasz na młodego. Ile temu cię zwerbowali? Nie zdziwiłbym się, gdyby to było twoje pierwsze zadanie. Daj jej szansę. Tylko o to proszę. Ma na imię Julia. Zaopiekuj się nią.
-Zrobię co w mojej mocy. Przysięgam.
    I nagle wszystko ucichło. Już nic nie było. A raczej było, ale nie to co przed chwilą. Oba ciała lewitowały, a z nich wysuwały się wszystkie sceny z życia pary.
-Derick i Joanna Ninston. Powiązania z naszym światem. Powód śmierci: zabici dla wyższego dobra- z cienia wyłoniła się wysoka postać. Była ubrana w długi, czarny płaszcz, a w ręce trzymała zakrwawioną kosę. Na nosie miała okulary. Był to dość młody chłopak. Miał długie, srebrne włosy... Czy to nie...?
     Undertaker wziął na ręce dziewczynkę, a ona wtuliła się w niego przez sen. Wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Potem uśmiechnął się, stanął w oknie i skoczył w dół. Gdy pobiegłam zobaczyć gdzie jest, on zdążył rozpłynąć się w mroku...

                                                                        *Eve*

     Czekałam na Ciela w swoim pokoju. Czemu kazał mi iść? Czemu kazał mi czekać? Nie iść na bal? Miałam nadzieję, że z nim zatańczę... Ale pewnie teraz zajmuje się swoją ukochaną Lizzie. Poczułam łzy zbierające się w moich oczach. W tym samym momencie ktoś zapukał do moich drzwi.
-Proszę- powiedziałam i otarłam oczy chustką. Do pomieszczenia wszedł Finni. Nie spodziewałam się go tutaj.
-Panienko Eve- powiedział z promiennym uśmiechem- słyszałem, że nie najlepiej się czujesz i nie mogłaś iść na bal. Zmartwiłem się i przyniosłem ci herbatę- podszedł do mojego stołu, ale kiedy już miał odstawić tacę, czajnik przechylił się i na jego rękę wylało się trochę wrzątku. Zerwałam się z miejsca i do niego podeszłam.
-Nic ci nie jest?
-Nie musisz się martwić panienko- uspokoił mnie. Pokazał mi dłoń. Była zaczerwieniona- Nie czuję takich małych rzeczy.
-Głupku! Jesteś moim przyjacielem. Oczywiście, że się martwię! Idziemy na dół. Może ktoś znajdzie czas, żeby ci to opatrzyć- pociągnęłam go za sobą do drzwi.
-Nie! Nie możesz!- Finni brzmiał jakbym właśnie powiedziała, że idę się powiesić...
-Czemu?- spytałam zdezorientowana.
-Panicz Ciel kazał mi pilnować panienki Eve. I pod żadnym pozorem nie wypuszczać z pokoju, aż sam tu nie przyjdzie- powiedział chłopak z poważną miną. Co tu się dzieje? Nagle usłyszałam głośny huk. Rzuciłam się w stronę drzwi.
-Nie!- ale było już za późno. Wybiegłam na korytarz i gnałam do jedynej osoby, która mogła mi wszystko wyjaśnić. W głowie słyszałam jego obietnicę.
Dziś powiem ci całą prawdę Eve...

piątek, 25 grudnia 2015

Rozdział 5- Porwanie

   Co tu się dzieje? To było jedyne pytanie, które krążyło po mojej głowie. Siedzieliśmy w gabinecie Ciela. Nikt nie odważył się powiedzieć ani słowa. Undertaker cicho się zaśmiał. Ciel otworzył usta i już miał coś powiedzieć gdy...
-Julio! Jesteś tu!- do pokoju wpadła dziewczyna o brązowych włosach, w które miała wplecioną niebieską kokardę, dopasowaną do koloru jej długiej sukni.
-Eve! Co ty tu robisz?! kazałem ci zostać w pokoju!- Cie wstał ze swojego miejsca.
-Eve...- wyszeptałam cicho. Przez moją głowę przeleciały wspomnienia. Mały wstydliwy chłopiec i dziewczynka w tym samym wieku, zbyt rozsądna by poczuć się dzieckiem. Eve i Ciel. Prawie nie rozłączni... Do momentu, gdy jej rodzina nie zginęła, a ona nie została wysłana do swojej ciotki za morze. Odpływający statek. Ciel i Eve żegnali się i ostatnim słowem które słyszałam pomiędzy nimi było "Obiecuję" wypowiedziane przez Ciela przez łzy. Parę miesięcy potem dom Ciela spłoną, a on zaginął. To wtedy straciłam moich młodszych przyjaciół- Skąd ty... Tutaj?- wydusiłam z siebie na granicy łez. Eve wyrosła na piękną dziewczynę. Jej włosy sięgały jej do łopatek. Jej oczy szkliły się tak samo jak i moje. Po tylu latach...
-Kiedy usłyszałam, że zaginęłaś tak się bałam... Miałam powiedzieć ci że wróciłam już od dawna, ale nigdy nie było czasu. Ciel!- spojrzała na chłopaka- Czemu nic nie powiedziałeś?!
-Eve... Nie teraz- westchnął zrezygnowany i podszedł do niej. Nachylił się i wyszeptał jej coś do ucha. Ona tylko się zaróżowiła, skinęła głową i odwróciła się by wyjść. Zamykając drzwi rzuciła tylko spojrzenie pełne nienawiści Undertakerowi. Co powiedział Ciel?
   Młody hrabia odkaszlną.
-Więc hrabio Adrianie, zamierzasz się wytłumaczyć?
-Fufufu! Jaka zmiana nastawienia!- powiedział jednak jego twarz nabrała złowrogiego wyrazu- Nie nazywaj mnie Adrian. Nigdy- po wypowiedzeniu tego znowu zaczął się uśmiechać- I nie wiem z jakiej racji mam ci się tłumaczyć.
-Nie tłumaczysz się mi, tylko jej- powiedział Ciel wskazując na mnie.
-Nie muszę się z niczego tłumaczyć przed tobą biorąc pod uwagę, że wszystko to robię dla niej w przeci...
-Stop!- wrzasnęłam i uderzyłam ręką o stół. Spojrzeli na mnie zdumieni- Nie mówcie tak, jakby mnie tu nie było!
-Przepraszam cię Julio- grabarz także wstał i podszedł do mnie- Bardzo chętnie wszystko ci wyjaśnię. Ale nie przy nim. Przykro mi, ale będę się zbierał! Do zobaczenia Cielu!- powiedział i zanim zdążyłam cokolwiek zrobić wziął mnie w ramiona i skoczył w stronę okna.
-Julio!- Ciel krzyknął za nami. Zerwał przepaskę z oka. Było fioletowe, a w jego środku było widać pentagram. Symbol kontraktu. Coś ty narobił...? Naokoło niego zaczęły wirować czarne pióra. Zanim zdążyłam zobaczyć co się stało poczułam, że spadamy. Kolorowe szkło leciało razem z nami. Mocno przylgnęłam do grabarza. Chcę go nienawidzić. Chcę mu nie ufać. Chcę już go nie chcieć widzieć. Ale z drugiej strony ufałam mu. Czułam się jakbym go znała. Czemu? Nie wiem i nie wiem czy kiedykolwiek się dowiem. Wiem tylko, że czuję się bezpiecznie. No... To dziwne, kiedy mówi to osoba spadająca z 2 piętra.
    Wylądowaliśmy lekko na ziemi Jakim cudem? Byłam zbyt zachwycona faktem że przeżyłam, żeby się nad tym zastanowić.
-Rozluźnij się. Nic ci nie grozi- powiedział Undertaker z uśmiechem.
-Właśnie. Spadliśmy. Z. Drugiego. Piętra. Tylko. Dlatego. Że. Mnie. Porwałeś- powiedziałam spokojnie po czym...- JAK MAM SIĘ ROZLUŹNIĆ?!- odpowiedział mi tylko jego chichot. Jak z dzieckiem. Po prostu nic nie dociera! Zanim jednak mu to wypomniałam usłyszeliśmy szelest.
-Ha! Mam was! Sebuś będzie zaaaaaaaaachwycony!- czyjś radosny głos dobiegł do moich uszu. Undertaker się spiął. Czerwonowłosy mężczyzna, którego widziałam na przyjęciu skoczył w naszą stronę. Grabarz zrobił unik, lecz powiew wiatru odsłonił jedno z jego oczu. Nie widziałam tego dokładnie z mojej perspektywy, jednak Grell to zauważył. Broń wypadła z jego rąk.
-O...Onii-chan*?- powiedział tak cicho, że ledwo go usłyszałam- Cały ten czas... To byłeś ty?
-Przepraszam Grellu. Jeszcze się zobaczymy, obiecuję. Ale teraz- czułam jak mocniej mnie do siebie przyciska- nie próbuj mnie zatrzymać- po powiedzeniu tego skoczył do przodu z nadludzką prędkością. Kiedy znowu miałam okazję się rozejrzeć wisieliśmy w powietrzu. Mogłam zobaczyć cały Londyn, ale to nie to zajmowało teraz moją głowę. Jak my się tu znaleźliśmy? Co Adrian ma wspólnego z czerwonowłosym? Czemu powiedział, że to wszystko dla mnie? Czemu skądś go pamiętam? Kręciło mi się w głowie.
-Julio? Wszystko w porządku?- to były ostatnie słowa, które usłyszałam, zanim straciłam przytomność.
*(jap.) starszy brat

czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział 4- Wszystko dzieje się naraz

  Undertaker zawołał Sebastiana i poprosił go, by ten coś zagrał. Zauważyłam, że lokaj posłał mi mrożące spojrzenie, ale się tym nie przejełam. Nie jestem malutką dziewczynką bojącą się ciemności!
    Grabarz podał mi dłoń. Chwyciłam ją.
-Teraz połóż mi dłoń na ramieniu- powiedział kiedy jego druga ręka znalazła się ponad moim biodrem- Teraz powtarzaj moje kroki. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa...- zaczęliśmy się powoli poruszać w rytm muzyki. Kiedy nagle Sebastian zaczął grać szybciej, nasz taniec przestał przypominać te dworskie. Kręciliśmy się radośnie wokół siebie, a grabarz co jakiś czas mną obracał.
-Od razu wiedziałem, że co jak co, ale taniec masz we krwi- powiedział szczerząc się do mnie. Spuściłam wzrok z lekkim uśmiechem. Nikt nigdy mnie nie chwalił... Kosmyk włosów spadł na moją zaróżowioną twarz. Undertaker lekko go odgarną- Wszystko w porządku?
-Tak... Tylko... Według mojej rodziny nigdy nic nie robiłam dobrze...
Nie zauważyłam kiedy przysunął swoją twarz do mojego ucha.
-Nie wiem jak ślepa była twoja rodzina, ale na pewno nie dostrzegali ponad połowy twoich wspaniałych cech, Juluś...- wyszeptał muskając moje ucho ustami. Moje oczy szerzej się rozwarły. Juluś... Ten głos... To przezwisko... Nie pamiętam, ale jestem pewna, że skądś go znam.
    Odsunęłam się od niego. Wyprostował się i zdałam sobie sprawę, że jest ode mnie wyższy prawie o głowę. Czułam na sobie jego przeszywające mnie spojrzenie. Założyłabym się, że patrzy w moją duszę-Coś się stało?
-Nie... Nic takiego. Po prostu jestem trochę zmęczona. Chyba udam się do pokoju...
-Odprowadzę cię- podał mi ramię. Z wahaniem je przyjęłam i ruszyliśmy. Sebastian posłał mi tylko zmartwione spojrzenie.
Co się stało?Usłyszałam w mojej głowie. Prawie się potknęłam, ale zdążyłam się opanować. Myśl intensywnie o tym co chcesz mi odpowiedzieć, a to do mnie dotrze.
Co robisz w mojej głowie?! Kiedy miał odpowiedzieć Undertaker przyspieszył ciągnąc mnie za sobą i nie mogłam się skupić. Mina grabarza była pozbawiona emocji.
     Kiedy się zatrzymaliśmy spojrzał na mnie i się uśmiechnął.
-Do wieczora, Julio- mówiąc to oddalił się w stronę swoich drzwi i zniknął w pokoju.
-Do wieczora...- rzuciłam w pustkę.
      Wieczór ten nadszedł wybitnie szybko. Przebrałam się w suknię matki Ciela którą pożyczył mi na tę niesamowitą okazję. Szłam w stronę sali bankietowej. Z ciemności korytarza wychylił się Sebastian.
-Mam złe przeczucia co do tego balu.
-Mam złe przeczucia co do ciebie- rzuciłam ozięble.
-Czemu aż tak się mnie czepiasz?
-Ktoś mnie przed tobą ostrzegał.
-Kto?
-Nie pamiętam- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Czułam pustkę w sercu po osobie, której nie pamiętałam. Smutne...
    Weszłam na salę. Wszystko było przygotowane. Ludzi było co nie miara. Gubiłam się w tłumie gdy ktoś złapał mnie za ramię.
-Witaj! Jak ci się podoba?- spytał Undertaker podając  mi kieliszek szampana. Przyjęłam go i uśmiechnęłam się.
-Jest trochę tłoczno. Nie jestem przyzwyczajona. Zawsze wolałam zostawać z boku i...
-...czytać książkę- dokończył za mnie- Ale tym razem masz zamiar się udzielać, prawda? Byłoby szkoda, gdyby twoja lekcja ze mną się zmarnowała. Mogę prosić o ten taniec?- spytał.
-Ależ oczywiście- odpowiedziałam i ruszyliśmy na środek sali, gdzie tańczyły inne pary. Dostrzegłam Ciela, który ukrywał się nieudolnie przed Lizzy. Dostrzegłam też w koncie sali dziewczynę, o bardzo dziwnej aurze, nim jednak zdążyłam jej się przyjrzeć, już wirowałam  Undertakerem. Czas razem mijał nam niesamowicie szybko. Kiedy się zmęczyłam stanęliśmy z boku i przyglądaliśmy się innym.
     Nagle usłyszałam głośny huk.
-Sebuuuuuuuuuuuś kochanie! Jestem tuuuuuuuuu! Rozkręcamy tę imprezkę?- do sali wpadła kobieta ubrana w czerwony płaszcz. Miała długie czerwone włosy i zielono-żółte oczy, spoglądające na lokaja zza okularów.
-Grellu Sutcliff, to nie jest najlepszy pomysł- Sebastian pojawił się tuż za nią.
-Och Sebuuuuuuś! Nie bądź taki formalny! Jestem przecież twoją ukochaną!
-Jesteś facetem- Co?! To jest facet?! Undertaker odwrócił się i starał się ie patrzeć w to miejsce. Miał poważną minę.
-Wyjdziemy na chwilę?- spytał mnie i nie czekając na odpowiedź ruszył przed siebie. Pobiegłam za nim na dwór.
-Coś się stało?- spojrzałam na niego przejęta. Nie znaliśmy się długo, ale czułam się jakbym znała go wieki. Uśmiechnął się słabo i spojrzał w moją stronę. Po jego policzku spływała samotna łza. Otarłam ją- Możesz mi powiedzieć, wiesz?
-Wiem... To tylko wspomnienia minionych dni... Nic wielkiego, ale tęsknię za tym- spojrzał na księżyc świecący wysoko nad nami. Niewiele myśląc przytuliłam go. Miał w sobie dużo smutku, a jego ton zdradzał samotność. Samotność bliźniaczo podobną do tej mojej. Wtulił twarz w moje ramię.
-Kiedy człowiek żyje niezgodnie z czasem, chciałby, żeby wszystko toczyło się szybciej, wiesz? Chciałbym moc powiedzieć ci wszystko. każdą moją tajemnicę. Ale wiem, że to jeszcze nie czas. Ale będę cierpliwie czekał. Czekałem już tyle lat, że straciłem rachubę czasu. Im dłuższe życie, tym bardziej jest ono samotne...-wyszeptał tak, że ledwie go słyszałam Nie wiedziałam co mówi. Wiedziałam, że przynosi mu to ulgę, a to było teraz najważniejsze. Usłyszeliśmy głośne chrząknięcie. Odwróciliśmy się, żeby zobaczyć Ciela stojącego w drzwiach. Odsunęliśmy się od siebie niechętnie.
-Julio. Mam do ciebie pytanie, na które musisz odpowiedzieć teraz. Jak nazywał się twój przyszły mąż, przed którym uciekłaś?
-Nie pamiętam do końca... Chyba Adrian Cr...
-Adrian Crewan. Znany powszechnie jako Szlachcic Śmierci. Jesteś sprytniejszy niż sądziłem. Mam nadzieję, że nam to wyjaśnisz, Undertakerze- spojrzałam na grabarza w szoku. Czy on był... To przed nim uciekałam?
-Bardzo dobrze hrabio. Myślałem, że na to nie wpadniesz- jego uśmiech stał się mroczny- Porozmawiamy?
















sobota, 22 marca 2014

Rozdział 3- Widmo balu

  -Juli, poznaj Undertakera- Ciel przedstawił mi swojego gościa. Jakaś część mnie cieszyła się na jego widok, a jednak miałam ochotę uciec jak najdalej. Jego aura była czarna jak strój który nosił. Nieznajomy wstał z miejsca i ucałował moją dłoń. Jego srebrne włosy połaskotały mnie po nadgarstku. Grzywka uniemożliwiała dokładne przyjrzenie się jego oczom. Spod włosów widać było tylko bliznę idącą przez twarz. Był dość wysoki. Jedno pasmo włosów miał związane w warkoczyk. Był ubrany w czarny strój... Niczym...
-Undertaker jest grabarzem, ale nie zrażaj się do niego. Chyba macie podobne... Poczucie humoru. A, Julio, czemu tu przyszłaś?
-Ja...- nie byłam w stanie nic wymyślić-... czułam się samotna.
-Myślę, że ja i hrabia Ciel możemy załatwić nasze sprawy później. Teraz chętnie potowarzyszę damie, która ma tak wyrafinowane poczucie humoru jak twierdzi hrabia. Nie miałbyś nic przeciwko, Cielu?
 -Jeśli Julia zechce się z tobą lepiej zapoznać, nie widzę przeszkód. Julio?
-Ja... Bardzo chętnie lepiej pana poznam- uśmiechnęłam się do niego. Byłam szczęśliwa. Nie wiedziałam wprawdzie jak się do niego zwracać, ale jego obecność była dla mnie niesamowicie kojąca i niepokojąca zarazem.
-Wystarczy Undertakerze- grabarz odwzajemnił mój uśmiech. Zaoferował mi ramię. Przyjęłam je i poszliśmy do ogrodu. Szybko okazało się, że mimo swojego zawodu jest bardzo pozytywny i zabawny. Przestała mi też przeszkadzać jego mroczna aura. Przy nim mogłam się śmiać "jak szaleniec" jak to mawiała moja matka. Kiedy opowiedział mi o swoim spojrzeniu na swoją pracę, zaczęłam na nią inaczej patrzeć. Sama mogłabym spróbować. kiedy mu o tym powiedziałam, stwierdził, że może kiedyś będę mogła mu pomagać. Ucieszyłam się. Nie mogę wykorzystywać Ciela w nieskończoność. Może mogłabym się zatrzymać u Undertakera?
    Gdy wróciliśmy do domu grabarz szybko poszedł załatwić coś u młodego hrabiego. Wykorzystując chwile nieobecności mojego nowego przyjaciela, Sebastian szybko do mnie podszedł.
-Radziłbym ci na niego uważać- wyszeptał mi do ucha.
-Powiedział ten, który chciał mi zabrać duszę- zachichotałam i poszłam do jadalni, gdzie za 5 minut miała się odbyć kolacja.
     Ciel, siedzący u szczytu stołu wstał.
-Julio, Sebastianie. Muszę was poinformować, że Undertaker zostaje tu na dłużej. Po kolacji przyjedzie też paru gości, w tym Lizzie... Jutro odbędzie się przyjęcie.
   Po kolacji udałam się w stronę swojego pokoju. Po drodze dogonił mnie Sebastian.
-Julio, ja nie żartuję. Nie tylko demony są zagrożeniem w waszym świecie.
-Nie jestem głupia Sebastianie. Nie dam się łatwo zabić. Przygotuj pokoje. Pierwsi goście niedługo zaczną się zjeżdżać.
     Nie dane było mi dojść do pokoju, gdy usłyszałam głos Undertakera.
-No proszę! Mieszkamy obok siebie! Zabawny zbieg okoliczności.
-Życie jest zabawne- odpowiedziałam z uśmiechem.
-Moje nigdy nie było jak zabawne jak z tobą- skłonił się lekko- Lubisz bale?
-Nie za bardzo. Nie umiem tańczyć...
-Chcesz się nauczyć?
-Czy ty... Mógłbyś... Mógłbyś nauczyć mnie tańczyć?- zatańczyć z kimś  takim jak on? To byłoby niesamowite! Nawet ja z moimi zerowymi zdolnościami chciałabym spróbować. Był wysoki i szczupły. Zauważyłam, że teraz, kiedy zdjął szarą szarfę i czarny płaszcz, zasłaniający jego ramiona i dłonie, zaczęłam dostrzegać w nim... Przystojnego mężczyznę. Chciałabym zobaczyć jego oczy. Intrygowały mnie.Zastanawiałam się jaki mają kolor.
-Tak. Z wielką chęcią. Mamy czas do jutra, ale wierzę, że sobie poradzimy- uśmiechnął się promiennie. Miał białe równe zęby- Chodź! Mamy dużo do zrobienia.

Rozdział 2- Hrabia

   Siedziałam w pokoju który przygotował mi Ciel. Zastanawiało mnie co się naprawdę stało z jego okiem i kim jest jego lokaj. Postanowiłam pozwiedzać całą posiadłość. Byłam ciekawa, czy dużo się tu zmieniło.
  Kiedy przechodziłam obok gabinetu usłyszałam pana Michaelisa.
-Paniczu, czy mógłbym prosić o większą ilość wolnego czasu? Mam zamiar zawrzeć 2 kontrakt.
-Ale mamy teraz gościa...
-Nawet nie zauważy że mnie nie ma. Jestem piekielnie dobrym lokajem*. Poza tym po twojej przemianie powinieneś dać radę paniczu.
-Dobrze. Zgadzam się.
 Kontrakt? Przemiana? Działo się tu coś złego. Coś o czym nie chcą mi powiedzieć. Szybko pobiegłam do pokoju. Zamknęłam drzwi do pokoju. Musiałam się odprężyć. Powieki zaczęły mi ciążyć. Zasnęłam...
   Stałam w wielkim ciemnym pokoju. Przede mną stała postać w czarnym kapturze i przyglądała mi się.  Spod kaptura wystawał kosmyk srebrnych włosów.
-To ty! Co się z tobą działo? Nie widziałam cię od 3 lat! Bałam się, że jesteś tylko moim wymyłem...
-Nie. Nie jestem. Ty jesteś w niebezpieczeństwie. Po tym śnie o mnie zapomnisz. Ale uważaj na siebie.
-Ale... Byłeś moim przyjacielem, kiedy wszyscy się ze mnie śmiali i ode mnie uciekali. Razem się śmialiśmy i...
-Wiem, ale nie zatęsknisz za czymś o czym zapomnisz... Obudź się. Idzie do ciebie. Uważaj na nich...
    Obudziłam się, pamiętając, że powinnam uważać. Że z Sebastianem i Cielem coś jest nie tak.
-Panienko- Michaelis wszedł do pokoju. Zamknął za sobą drzwi i schował klucz do kieszeni- Mój panicz się nie zorientował, ale ja wiem, że podsłuchiwałaś. Jestem tu z własnej woli. Mam jedno pytanie. Czy masz jakiś cel do zrealizowania w życiu?
-Tak. Chcę być wolna.
-Mogę ci pomóc bo... Jestem demonem i lokajem**- spojrzałam na niego z przerażeniem- Nie bój się. Panicz kazał mi cię nie zabijać. Ale zawsze możesz zawrzeć ze mną kontrakt. Będziesz wolna- coś mi nie pasowało.
-Jaka jest cena?
-Zapłatą byłaby twoja dusza- jego źrenice się zwęziły a oczy błyszczały czerwienią.
-Nie! Zostaw mnie!
-Po co te nerwy? Boisz się mnie?- wyglądał prawie na zatroskanego. Prawie.
-Twoja aura jest zła, diable!- wycofywałam się powoli w stronę okna.
-Haha, zabawna jesteś... Ale mało osób potrafi dostrzec aury... Proponuję ci przyjaźń.
-Za duszę?
-Za przyjaźń z twojej strony. I za milczenie.
-Demony mogą czuć przyjaźń?
-Czujemy wszystko, tylko rzadko do ludzi- uśmiechnął się do mnie promiennie- Ty będziesz wyjątkiem. Polubiłem cię, chyba głównie dlatego, że jesteś dość rozważna i że wiesz komu  nie ufać.
-I niby mam od tak zaufać ci i cię polubić?
-Nie. Masz czas. Ja już cię lubię i postaram się zapewnić ci bezpieczeństwo. Muszę już iść. Przemyśl to sobie- wyjął klucz z kieszeni, otworzył drzwi i zostawił mnie w pokoju samą z moimi myślami...
                                                      *Oczami "Hrabiego"*
       Gdzie iść najpierw? Musiałem poszukać informacji... Chyba znam odpowiednią osobę. Informacja za informację. Wsiadłem na mojego karego konia i pogalopowałem w stronę posiadłości hrabiego Phantomohive. Ucieszy się, że jedną informację dostanie praktycznie za darmo. No cóż... Moja strata. Pewnym krokiem przekroczyłem próg posiadłości.
-Witaj, lokaju!- krzyknąłem wgłąb domu. Uśmiechnąłem się szeroko. Będzie zabawnie. Poszedłem do gabinetu hrabiego.
-Co ty tu robisz...
-Mam dla ciebie propozycję, hrabio. Potrzebuję informacji.
-Ty? Nie wiesz czegoś? Może potrzebujesz klientów?- hrabia zaśmiał się drwiąco.
-Pewna dziewczyna uciekła z domu i muszę ją znaleźć.
-Od kiedy zajmujesz się szukaniem zaginionych dziewczynek?
-Hrabio, wiesz, że nawet ty wolisz nie wiedzieć o niektórych moich spawach...- zachichotałem wyobrażając sobie jego minę, gdyby dowiedział się o mnie wszystkiego.
   Zanim Ciel odpowiedział usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
-Proszę- do pokoju weszła dziewczyna- Juli, poznaj Undertakera.
     To była ona. Dziewczyna której szukałem przyszła do mnie sama.

środa, 5 lutego 2014

Rozdział1- Pożar

   -CO?!- dawno im się nie udało mnie tak zdenerwować- Jak to za mąż?! Mam 18 lat!
-No właśnie! 18 lat i nie masz męża! Ja w twoim wieku urodziłam już Elżbietę! A hrabia, za którego masz wyjść jest bardzo znanym i szanowanym człowiekiem! Ale nawet on, mimo swojej szlachetności, nie chciał się z tobą ożenić! Tylko przez wzgląd na siostrę twej babki- naszej królowej, zgodził się pojąć cię za żonę! Wiesz jakie było jego ostateczne zdanie? "Żona nie będzie mi przeszkadzać"! Jeśli nie zapałacie do siebie uczuciem, to nie będziecie wchodzić sobie w drogę! Poznasz go na dzisiejszym balu.
-Bal? Dzisiaj?! Ja nawet nie umiem tańczyć!
-Dość Julio! Masz 3 godziny do obiadu później się przygotujesz. Ten bal to twoje zaręczyny!
-CO?!- ale moja matka wyszła już, trzaskając za sobą drzwiami.
       Mam na imię Julia Snotson, jednak wolę, żeby ludzie zwracali się do mnie Juli. Jak się właśnie dowiedziałam, mam zostać wydana za mąż. Muszę coś z tym zrobić. Tylko co? Wiem! Ucieknę! Jak w książce, którą czytałam! Później pomyślę gdzie uciekać, teraz tylko stąd wyjść.
       Założyłam najprostszą czarną suknię, jaką miałam, a kasztanowe włosy związałam w luźny warkocz, opadający mi na lewe ramię. Podeszłam do parapetu i na nim stanęłam. Wiatr delikatnie popieścił mą twarz. Spojrzałam w dół. Zdecydowanie za wysoko. Przerzuciłam przez okno moje wysokiej jakości zasłony i zaczęłam się po nich zsuwać. Kiedy się skończyły zaczęłam spadać. To mój koniec! pomyślałam. Moje ciało zaczął przeszywać ból. Otworzyłam wcześniej zaciśnięte oczy. Spadłam na krzak. Obolała, choć szczęśliwa ruszyłam w stronę bramy do miasta. Strażnicy jak zwykle przy niej stali, ale ja znałam inne przejścia.
        W Londynie jak zwykle panował zgiełk. Wszyscy się gdzieś spieszyli. Kocham to miasto, ale często działa mi na nerwy. Chciałam wiedzieć czy ci ludzie mają jakiś powód by się śpieszyć, czy może robią to naśladując innych.
        Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonów. Za godzinę zorientują się, że mnie niema. Muszę wtedy być już daleko stąd. Tylko gdzie... Zatrzymałam się i rozejrzałam. Stałam przy sklepie z zabawkami firmy Phantom. Już wiedziałam gdzie mam się udać. Z daleka zauważyłam woźnicę z zabawkami firmy.
-Przepraszam! Czy mógłby mnie pan zawieźć do posiadłości hrabi Ciela? Jestem jego znajomą.
-Panienko, akurat tam jadę, ale dzieją się tam dziwne rzeczy. To nie miejsce dla panienki.
-Zapłacę- wyciągnęłam pieniądze zabrane z mojego domu- Bardzo proszę!
-Dobrze. Niech panienka usiądzie. Akurat wracam uzgodnić coś z hrabią.
-Bardzo panu dziękuję!
         Kiedy wyjechaliśmy z Londynu zaczęłam się śmiać. Byłam wolna! Nie muszę nikogo się słuchać! Sama kieruję swoim życiem! Woźnica spojrzał na mnie jak na wariatkę. U mnie na dworze też mnie za taką mieli. Nikt nigdy mnie nie rozumiał. Ludzie potępiali to, że ubieram się tylko na czarno. A ten kolor był śliczny! Czy nikt tego nie rozumie?!
         W końcu dojechaliśmy do posiadłości Ciela. Pamiętam go z czasów gdy był małym chłopcem. Opiekowałam się nim wtedy. Był taki słodki! Później ten pożar... Kiedy powrócił nie miałam okazji go zobaczyć. Ciekawe, jak teraz wygląda? Moja cioteczna babka bardzo go lubi.
    Podeszłam do drzwi i zapukałam. Otworzył mi ubrany na czarno lokaj.
-Witam, ja do hrabiego Phantomohive'a!- powiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Witam. Nazywam się Sebastian Michaelis i jestem jego kamerdynerem. Czy była pani umówiona?
-Nie. Jestem jego przyjaciółką z dawnych lat.
-Sebastianie!- usłyszeliśmy krzyk z domu. Na schodach stał 13-letni hrabia Ciel. Miał krótkie, ciemne włosy i granatowe oczy, z których jedno zakrywała przepaska.
-Ciel!!!- błyskawicznie wyminęłam lokaja i pobiegłam w stronę chłopaka. Ten tylko spojrzał na mnie ze zdziwieniem mieszanym z przerażeniem . Przytuliłam go i podniosłam-Będziemy się bawić jak kiedyś i będę cię uczyła piosenek i...
-Julia?! Co ty tu robisz? Myślałam że mam to za sobą...- Ciel chyba się nie cieszył...
-Uciekłam z domu i postanowiłam cię odwiedzić!
-Uciekłaś z domu?! Twoja cioteczna babka mnie zabije!
-Nie! Bo nigdy się nie dowie, że tu jestem, prawda?- moje zielone oczy zaczęły się lekko błyszczeć, a moje usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.
-Kiedy byłem mały, myślałem, że jesteś obłąkana i nienormalna. Teraz dużo ludzi myśli tak o mnie. Mają inne powody, ale to już inna sprawa. Sebastianie!
-Tak?
-Przygotuj pokój gościnny. Julia zostaje na dłużej.
-Yes, my lord- lokaj skłonił się i oddalił w głąb posiadłości. Coś mi w nim nie pasowało. Dziwnie się przy nim czułam, a naokoło niego powietrze falowało i stawało się ciemniejsze.
-Ciel?
-Hmm?- spojrzał na mnie ze znudzeniem w oczach. Był tak inny od chłopca, którym się zajmowałam...
-Co...- nie. Nie zapytam go o jego lokaja. Zawsze kiedy widziała osoby takie jak on, działo się coś złego-... co się stało z twoim okiem?
-To...- zawahał się. O sekundę za długo- To przez pożar. Zapraszam na herbatę.
                                                                      *Oczami "Hrabiego"*
-Uciekła?
-Tak- kobieta spuściła wzrok na ziemię. Nie wyglądała na specjalnie zasmuconą.
-To wspaniale- uśmiechnąłem się- Nie ożenię się z kimś, kogo nie ma- czułem, że zaraz mogę dostać napadu śmiechu. Zepsułoby to moją reputację wśród tych ludzi, na którą tak długo pracowałem.
-Czy pomógłby pan nam w jej poszukiwaniach?
-Pomoc? Dla was? To dla mnie niekorzystne. A teraz przepraszam... Klienci czekają.
      Kiedy wracałem do domu zastanawiałem się nad jedną rzeczą.
Mianowicie: Jak znaleźć ją przed nimi?