-CO?!- dawno im się nie udało mnie tak zdenerwować- Jak to za mąż?! Mam 18 lat!
-No właśnie! 18 lat i nie masz męża! Ja w twoim wieku urodziłam już Elżbietę! A hrabia, za którego masz wyjść jest bardzo znanym i szanowanym człowiekiem! Ale nawet on, mimo swojej szlachetności, nie chciał się z tobą ożenić! Tylko przez wzgląd na siostrę twej babki- naszej królowej, zgodził się pojąć cię za żonę! Wiesz jakie było jego ostateczne zdanie? "Żona nie będzie mi przeszkadzać"! Jeśli nie zapałacie do siebie uczuciem, to nie będziecie wchodzić sobie w drogę! Poznasz go na dzisiejszym balu.
-Bal? Dzisiaj?! Ja nawet nie umiem tańczyć!
-Dość Julio! Masz 3 godziny do obiadu później się przygotujesz. Ten bal to twoje zaręczyny!
-CO?!- ale moja matka wyszła już, trzaskając za sobą drzwiami.
Mam na imię Julia Snotson, jednak wolę, żeby ludzie zwracali się do mnie Juli. Jak się właśnie dowiedziałam, mam zostać wydana za mąż. Muszę coś z tym zrobić. Tylko co? Wiem! Ucieknę! Jak w książce, którą czytałam! Później pomyślę gdzie uciekać, teraz tylko stąd wyjść.
Założyłam najprostszą czarną suknię, jaką miałam, a kasztanowe włosy związałam w luźny warkocz, opadający mi na lewe ramię. Podeszłam do parapetu i na nim stanęłam. Wiatr delikatnie popieścił mą twarz. Spojrzałam w dół. Zdecydowanie za wysoko. Przerzuciłam przez okno moje wysokiej jakości zasłony i zaczęłam się po nich zsuwać. Kiedy się skończyły zaczęłam spadać. To mój koniec! pomyślałam. Moje ciało zaczął przeszywać ból. Otworzyłam wcześniej zaciśnięte oczy. Spadłam na krzak. Obolała, choć szczęśliwa ruszyłam w stronę bramy do miasta. Strażnicy jak zwykle przy niej stali, ale ja znałam inne przejścia.
W Londynie jak zwykle panował zgiełk. Wszyscy się gdzieś spieszyli. Kocham to miasto, ale często działa mi na nerwy. Chciałam wiedzieć czy ci ludzie mają jakiś powód by się śpieszyć, czy może robią to naśladując innych.
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonów. Za godzinę zorientują się, że mnie niema. Muszę wtedy być już daleko stąd. Tylko gdzie... Zatrzymałam się i rozejrzałam. Stałam przy sklepie z zabawkami firmy Phantom. Już wiedziałam gdzie mam się udać. Z daleka zauważyłam woźnicę z zabawkami firmy.
-Przepraszam! Czy mógłby mnie pan zawieźć do posiadłości hrabi Ciela? Jestem jego znajomą.
-Panienko, akurat tam jadę, ale dzieją się tam dziwne rzeczy. To nie miejsce dla panienki.
-Zapłacę- wyciągnęłam pieniądze zabrane z mojego domu- Bardzo proszę!
-Dobrze. Niech panienka usiądzie. Akurat wracam uzgodnić coś z hrabią.
-Bardzo panu dziękuję!
Kiedy wyjechaliśmy z Londynu zaczęłam się śmiać. Byłam wolna! Nie muszę nikogo się słuchać! Sama kieruję swoim życiem! Woźnica spojrzał na mnie jak na wariatkę. U mnie na dworze też mnie za taką mieli. Nikt nigdy mnie nie rozumiał. Ludzie potępiali to, że ubieram się tylko na czarno. A ten kolor był śliczny! Czy nikt tego nie rozumie?!
W końcu dojechaliśmy do posiadłości Ciela. Pamiętam go z czasów gdy był małym chłopcem. Opiekowałam się nim wtedy. Był taki słodki! Później ten pożar... Kiedy powrócił nie miałam okazji go zobaczyć. Ciekawe, jak teraz wygląda? Moja cioteczna babka bardzo go lubi.
Podeszłam do drzwi i zapukałam. Otworzył mi ubrany na czarno lokaj.
-Witam, ja do hrabiego Phantomohive'a!- powiedziałam z uśmiechem na ustach.
-Witam. Nazywam się Sebastian Michaelis i jestem jego kamerdynerem. Czy była pani umówiona?
-Nie. Jestem jego przyjaciółką z dawnych lat.
-Sebastianie!- usłyszeliśmy krzyk z domu. Na schodach stał 13-letni hrabia Ciel. Miał krótkie, ciemne włosy i granatowe oczy, z których jedno zakrywała przepaska.
-Ciel!!!- błyskawicznie wyminęłam lokaja i pobiegłam w stronę chłopaka. Ten tylko spojrzał na mnie ze zdziwieniem mieszanym z przerażeniem . Przytuliłam go i podniosłam-Będziemy się bawić jak kiedyś i będę cię uczyła piosenek i...
-Julia?! Co ty tu robisz? Myślałam że mam to za sobą...- Ciel chyba się nie cieszył...
-Uciekłam z domu i postanowiłam cię odwiedzić!
-Uciekłaś z domu?! Twoja cioteczna babka mnie zabije!
-Nie! Bo nigdy się nie dowie, że tu jestem, prawda?- moje zielone oczy zaczęły się lekko błyszczeć, a moje usta wykrzywiły się w lekkim uśmiechu.
-Kiedy byłem mały, myślałem, że jesteś obłąkana i nienormalna. Teraz dużo ludzi myśli tak o mnie. Mają inne powody, ale to już inna sprawa. Sebastianie!
-Tak?
-Przygotuj pokój gościnny. Julia zostaje na dłużej.
-Yes, my lord- lokaj skłonił się i oddalił w głąb posiadłości. Coś mi w nim nie pasowało. Dziwnie się przy nim czułam, a naokoło niego powietrze falowało i stawało się ciemniejsze.
-Ciel?
-Hmm?- spojrzał na mnie ze znudzeniem w oczach. Był tak inny od chłopca, którym się zajmowałam...
-Co...- nie. Nie zapytam go o jego lokaja. Zawsze kiedy widziała osoby takie jak on, działo się coś złego-... co się stało z twoim okiem?
-To...- zawahał się. O sekundę za długo- To przez pożar. Zapraszam na herbatę.
*Oczami "Hrabiego"*
-Uciekła?
-Tak- kobieta spuściła wzrok na ziemię. Nie wyglądała na specjalnie zasmuconą.
-To wspaniale- uśmiechnąłem się- Nie ożenię się z kimś, kogo nie ma- czułem, że zaraz mogę dostać napadu śmiechu. Zepsułoby to moją reputację wśród tych ludzi, na którą tak długo pracowałem.
-Czy pomógłby pan nam w jej poszukiwaniach?
-Pomoc? Dla was? To dla mnie niekorzystne. A teraz przepraszam... Klienci czekają.
Kiedy wracałem do domu zastanawiałem się nad jedną rzeczą.
Mianowicie: Jak znaleźć ją przed nimi?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz